Jak będziemy oglądać media? Czym jest zjawisko „drugiego ekranu?”

Wyobraź sobie: włączasz nowy odcinek serialu, układasz się wygodnie na kanapie, ale zanim bohater wypowie pierwsze zdanie już trzymasz telefon w dłoni. Sprawdzasz Instagrama, odpisujesz na wiadomość… Wracasz wzrokiem do ekranu, ale fabuła już poszła do przodu. Brzmi znajomo?

Oglądanie „jednym okiem”

To nie jest wyjątek: to nowa norma. Według badań aż 87% widzów telewizyjnych korzysta jednocześnie z drugiego urządzenia cyfrowego, najczęściej smartfona. Zjawisko to, określane jako second screening, fundamentalnie zmienia sposób, w jaki konsumujemy treści audiowizualne. 

Czy w świecie, w którym nasz wzrok nieustannie krąży między dwoma ekranami, możemy jeszcze mówić o „oglądaniu”? A może raczej o “słuchaniu”…  lub nawet o “obecności w tle”, gdzie serial staje się jedynie tapetą dźwiękową codzienności?

Dlaczego widzowie sięgają po drugi ekran? 

Badania naukowe identyfikują dwie główne kategorie motywacji. 

  • Pierwsza to motywacja informacyjna, potrzeba wyszukiwania dodatkowych informacji na temat oglądanej treści: sprawdzanie biogramów aktorów, czytanie recenzji, szukanie wyjaśnień fabularnych. 
  • Druga to motywacja społeczna, chęć uczestnictwa w dyskusji, komentowania w mediach społecznościowych, dzielenia się opiniami w czasie rzeczywistym.

Wyniki własnej ankiety, przeprowadzonej na grupie 56 osób, w zakresie wiekowym 13-70 lat, precyzyjnie odzwierciedlają ten podział. Spośród 47 respondentów korzystających z platform streamingowych, aż 63,8% deklaruje, że sięga po telefon „zawsze” lub „często” podczas oglądania. Jedynie 8,5% twierdzi, że nigdy nie korzysta z telefonu w trakcie seansu. Wśród respondentów, którzy, sięgają po telefon podczas oglądania, dominują dwa wzorce zachowań: korzystanie z mediów społecznościowych oraz komunikacja przez komunikatory. Szukanie informacji o filmie wskazało 15 osób, a 26 osób przyznaje, że robi na telefonie coś zupełnie niezwiązanego z oglądaną treścią.

Czym jest teoria drugiego ekranu?

Second screening, czyli korzystanie z drugiego ekranu, to praktyka jednoczesnego używania dodatkowego urządzenia cyfrowego (smartfona, tabletu lub laptopa) podczas oglądania treści na ekranie głównym: najczęściej telewizorze lub monitorze komputerowym.

Zjawisko to tworzy hybrydowe środowisko medialne, w którym widz funkcjonuje na przecięciu dwóch strumieni informacyjnych jednocześnie. Jak wskazują Gil de Zúñiga, García-Perdomo i McGregor (2015) w swoim badaniu opublikowanym w Journal of Communication, second screening to hybrydowy proces medialny łączący oglądanie treści telewizyjnych z jednoczesnym korzystaniem z urządzenia podłączonego do internetu. Badanie to potwierdziło, że zjawisko to stało się powszechnym elementem współczesnej konsumpcji mediów.

Jak oglądaliśmy kiedyś?

Przez większość historii mediów audiowizualnych odbiór treści był doświadczeniem wymagającym pełnego skupienia. Kino, od swoich początków, projektowało warunki odbioru w sposób, który eliminował rozproszenie: ciemna sala, duży ekran, kolektywna cisza. Telewizja linearna, choć działała w warunkach domowych, również budowała wokół siebie pewien rytualizm odbioru.

Widzowie gromadzili się przed odbiornikiem o określonej godzinie, bo nie mieli alternatywy:  jeśli przegapiło się emisję, treść była utracona. Ten mechanizm niedoboru tworzył naturalne ramy skupienia i nadawał oglądaniu charakter wspólnotowy, wspólnego doświadczenia kulturowego.

Rewolucja streamingowa, której symbolicznym początkiem było wydanie przez Netflix całego pierwszego sezonu “House of Cards” w lutym 2013 roku, fundamentalnie zmieniła relację widza z treścią. Odbiór stał się zindywidualizowany: każdy ogląda co chce, kiedy chce i na jakim urządzeniu chce.

Dodatkowo, binge-watching, czyli maratonowe oglądanie wielu odcinków jednocześnie, stał się nowym standardem konsumpcji. Paradoksalnie, ten model indywidualizacji odbioru stworzył warunki do rozproszenia. Oglądając na własnym urządzeniu, w dowolnym momencie, widz nie jest już zobowiązany kontraktem społecznym do skupienia. Może pauzować, przewijać, a przede wszystkim… sięgać po telefon.

Dlaczego „Stranger Things 5” stanęło w ogniu krytyki i teorii spiskowych?

zdjęcia promocyjne pierwszego sezonu Stranger Things, Netflix.

Stranger Things to serial, który w 2016 roku zdefiniował nową erę Netflixa. Pierwszy sezon był arcydziełem nostalgii lat 80., które jednocześnie budowało oryginalne napięcie narracyjne: tajemnica Upside Down rozwijała się powoli, widz musiał samodzielnie łączyć tropy, a dialogi budowały postacie, nie tłumaczyły fabuły.

Piąty, finałowy sezon Stranger Things, który miał premierę w listopadzie 2025 roku, wnosił ogromne oczekiwania: zakończenie wieloletniej sagi, rozwiązanie wątków z sezonu 4 i godne pożegnanie z bohaterami, którzy towarzyszyli widzom przez niemal dekadę. Rzeczywistość okazała się daleka od oczekiwań. Sezon 5 wywołał falę krytyki, która szybko wykroczyła poza zwykłe niezadowolenie fanów i stała się punktem wyjścia dla szerszej debaty o stanie współczesnej narracji telewizyjnej.

Główny zarzut wobec piątego sezonu dotyczył radykalnej zmiany stylu narracji. Krytycy i widzowie zgodnie wskazywali na nadmierne stosowanie ekspozycji: postacie nieustannie opowiadały fabułę niż ją przeżywały. Zamiast pozwolić widzom samodzielnie interpretować wydarzenia, serial zaczął wstrzymywać akcję, by serwować długie, szczegółowe objaśnienia tego, co się dzieje i co będzie dalej.

scena z 5. sezonu
kontrast do 1. sezonu

Frustracja fanów osiągnęła punkt kulminacyjny w postaci viralowej teorii spiskowej „Conformity Gate”, która zakładała, że błędy i niespójności w sezonie 5 są celowe i że Netflix wypuści tajny dziewiąty odcinek ujawniający „prawdziwe” zakończenie. Chociaż teoria ta była oczywiście żartem, sam fakt jej powstania świadczy o głębokości rozczarowania widzów, którzy woleli wierzyć w skomplikowany spisek niż zaakceptować, że ich ulubiony serial po prostu obniżył standardy narracyjne.

wpis @TheCineprism na X
szersze wyjaśnienie pojęcia

Media jako “background noise”

Istnieje rosnąca obawa, że zjawisko drugiego ekranu doprowadzi do sytuacji, w której platformy streamingowe zaczną produkować treści zaprojektowane wyłącznie jako szum tła: wystarczająco interesujące, by nie wyłączać, ale zbyt formularyczne, by wymagać uwagi. To model, w którym serial pełni funkcję analogiczną do radia: towarzysz podczas gotowania, sprzątania czy scrollowania mediów społecznościowych. Co istotne, ten model nie został narzucony widzom odgórnie, bo wynika z ich własnych zachowań. Ale stanowi to swego rodzaju błędne koło: im prostsze treści, tym łatwiej je oglądać przy telefonie; im więcej widzowie oglądają przy telefonie, tym prostsze treści są dla nich produkowane.

Okiem eksperta

Jak może wyglądać przyszłość „second screeningu”?

rozmowa autoryzowana

Rozmowa z Dr Iwoną Morozow; kulturoznawczyni, antropolożka, filmoznawczyni.

Czy wrócimy do skupienia?

Historia mediów pokazuje, że każda era technologiczna produkuje zarówno treści komercyjne, jak i ambitne. Telewizja linearna miała swoje opery mydlane, ale również Złote Ery HBO. Streaming ma swoje „second-screen shows”, ale produkuje też “Adolescence”, serial nakręcony w ciągłych ujęciach, wymagający pełnej uwagi, który mimo to odniósł sukces na Netflixie. Być może pytanie nie brzmi „czy wrócimy do skupienia?”, lecz „czy będą wciąż powstawać treści warte skupienia?”.

Pytanie tylko, co Ty wybierzesz, kiedy następnym razem odpalisz serial. Czy naprawdę chcesz go oglądać, czy tylko mieć coś w tle? Czy jesteś w stanie odłożyć telefon, skupić się, wejść w historię… A może zupełnie wystarczający jest sam „szum tła”? Bo przyszłość mediów nie zależy wyłącznie od platform i algorytmów. Zależy też od tego, jak oglądasz.

Skład redakcji:

Zuzanna Oboza — autorka tekstu, autorka infografiki, autorka ankiety,

Źródła: